To, co rozpościerało się wokoło, można było nazwać arcydziełem. I to
nie byle jakim! Osobliwe formacje skalne wznoszące się nad krawędzią
krateru zdawały się nie podlegać prawom grawitacji - bajeczne kształty
wsparte były na wąskich kikutach. A kolory! Na tej pustyni istniały
jedynie czerń i biel, przywodzące na myśl eksperymentalną fotografię.
Graficzna doskonałość zachwyciła Ronnebergera. Odrzucił wszelkie
hamulce. Czuł się niezmiernie lekki, podskakiwał, śmiał się. Teraz był
to sir Parsifal Kolumb Magellan Livingstone Ronneberger i ta świadomość
wprawiała go w ekstazę. Śmiał się nie przestając skakać. Gdyby tylko
odbił się z wystarczająco dużą siłą, zeskoczyłby z pewnością w czerń
nieba, pędząc dalej i szybciej przez cały wszechświat, szybciej niż
światło i zwiewniej niż nicość, korpuskuła czystego, rozedrganego
szczęścia.